Agnieszka Kowalska: Najfajniejsze są niedzielne śniadania.
Alina Pękalska: Prawda? Mamy szwedzki stół, ale wielu sąsiadów przynosi swoje specjały i tylko domawiają kawę czy herbatę. To oni zaproponowali te śniadania, a ja bardzo się ucieszyłam. Coś takiego mi się marzyło, że stworzę miejsce, a lokalna społeczność wypełni je swoimi pomysłami.
Jakie są twoje związki z Kępą? Jesteś stąd?
- Od zawsze mieszkam na Pradze. Wychowywałam się na nieciekawym Gocławiu, ale do przedszkola i szkoły chodziłam na Saską Kępę. Zamieszkałam tu niedługo po ukończeniu szkoły średniej. Teraz mieszkam na Berezyńskiej.
Zawsze chciałaś prowadzić kawiarnię?
- Wszystko się ułożyło bardzo szybko i tak naprawdę przypadkiem. O ożywieniu Saskiej Kępy rozmawialiśmy z przyjaciółmi od dawna. W końcu Kępa słynie z wyjątkowego klimatu, architektury i ludzi, którzy tu mieszkają. Często określa się ją jako dzielnicę artystów, ale od dłuższego czasu nic się tu nie dzieje. Nie ma przestrzeni do działania - placu, deptaka, brakuje miejsc, w których można zorganizować spotkanie lub pokaz filmowy. Pomyślałam - albo teraz taką przestrzeń stworzę, albo zrobię to dopiero na emeryturze. Postawiłam wszystko na jedną kartę i zaryzykowałam.
Dlaczego właśnie kawiarnia?
- Właśnie po to, żeby ludzie mieli gdzie się spotkać. Ma powstać na Saskiej Kępie dom kultury, ale nie sądzę, żeby mógł odgrywać taką rolę, bo ciekawe, twórcze działania wynikają z inicjatyw oddolnych, a nie urzędniczych decyzji.
I co? Zaczęli do was przychodzić?
- Tak, od początku celowo sama stałam za barem, żeby wszystkich poznać. Przychodzą bardzo ciekawi ludzie: młodzi filmowcy, fotografowie, niektórzy pokazują u nas swoje prace. Mieliśmy wieczory autorskie fotografa Pawła Elszteina i Hanny Faryny-Paszkiewicz, autorki książek o Saskiej Kępie, która sprowadziła do nas całą dzielnicę. Z czasem zaczęły się tu spotykać miejscowe organizacje. Okazało się, że jednak są.
Jakie to organizacje?
- Jest samorząd mieszkańców Saskiej Kępy, aktywnie działa także Stowarzyszenie Obywatelskie Saska Kępa. Tworzą je osoby sporo starsze ode mnie i moich przyjaciół, ale otwarte na współpracę z młodymi. My też chcemy z nimi współpracować, ale także uaktywnić naszych rówieśników.
Dzielnica ostatnio młodnieje, coraz więcej przeprowadza się tu prężnych 20-, 30-latków, również obcokrajowców. A w ogóle nie przekłada się to na liczbę kulturalnych miejsc i wydarzeń. Dlaczego tak jest?
- Właśnie dlatego, że ludzie w naszym wieku się nie znają, nie tworzymy społeczności. Barierą są też ceny wynajmu lokali użytkowych, nieufność części mieszkańców, ich niechęć do wprowadzania zmian. Brakuje też świeżości i odważnych pomysłów. Gdyby młodzi ludzie zaczęli bardziej angażować się w lokalne sprawy, zmiany zachodziłyby o wiele szybciej. Tymczasem organizują swoje pozadomowe życie w centrum lub na Starej Pradze. Mam nadzieję, że spotkają się u nas i zaczną wspólnie działać.
Wy zaczęliście od zbierania fotograficznego archiwum Saskiej Kępy. Dlaczego? Jest słabo udokumentowana?
- To była nasza pierwsza myśl - stworzenie multimedialnej bazy Saskiej Kępy. Mamy w kawiarni komputer, internet, skaner. Co więc stoi na przeszkodzie, żeby zacząć to robić? Od dawna zbieramy fotograficzne archiwum dzielnicy. Okazuje się jednak, że materiałów jest bardzo mało, że się powtarzają, większość z nich można znaleźć w ostatnim albumie pani Hanny Faryny-Paszkiewicz. Tymczasem prawdziwą kopalnią materiałów są prywatne archiwa. Trzeba tylko dotrzeć do starszych mieszkańców, poszperać, zeskanować fotografie z ich rodzinnych albumów. Porozwieszamy ogłoszenia, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o naszej akcji. Będziemy zachęcać, żeby mieszkańcy przynosili swoje zdjęcia do Kępa Café. Zeskanujemy je i stworzymy wielkie multimedialne archiwum, które mamy nadzieję wykorzystać do druku pocztówek i innych publikacji.
A angażujecie się w tak poważne projekty jak rewitalizacja ul. Francuskiej?
- Chcemy u nas zorganizować spotkanie z osobami, które ten projekt przygotowują, i zgłosić swoje pomysły. Oczywiście, że na Francuskiej powinny być proste chodniki, to standard. Najbardziej brakuje tu jednak ławek i stojaków na rowery. O ile jeszcze nie do końca czuję, że mam wpływ na rewitalizację ulicy Francuskiej, o tyle na obecność stojaków na rowery - owszem. Nic też nie stoi na przeszkodzie, żeby np. w pogodne weekendy wystawić na ulicę leżaki i zrobić plażę...
Taką szybką rewitalizację?- Tak, bo nawet przez takie małe akcje ludzie inaczej zaczną patrzeć na przestrzeń wokół siebie. Jest też świetny pomysł zamykania Francuskiej na weekendy, ale niestety podzielił mieszkańców. Jedni chcą bardzo, a inni protestują, bojąc się, że samochody będą rozjeżdżać boczne uliczki.
Był też pomysł, żeby postawić wieżę Eiffla na rondzie Waszyngtona.- Na rondzie de Gaulle'a stoi palma. Może Saska Kępa też powinna mieć jakiś symbol? Nie mówię, że wieżę Eiffla... O tym też będziemy dyskutować w Kępa Café. Zapraszam 12 lutego. Będzie m.in. burmistrz Pragi Południe Tomasz Kucharski. To doskonała okazja, żeby spotkali się wreszcie młodzi z Kępy i porozmawiali o tym, jak widzą swoją dzielnicę.
Najbliższe spotkania w Kępa Café:
12 lutego, godz. 19 - o symbolu Saskiej Kępy;
13 lutego, godz. 19 - o książce "Stadion X. Miejsce, którego nie było".
Źródło: GW
Kawiarnia przy ul. Finlandzkiej 12a czynna jest codziennie w godz. 10-22.